CZYM jest uzdrowienie?

niebieski kwiat z Kolumbii

Przychodzą do mnie różne zagadnienia i chcę żebyście również Wy rozumieli więcej.

Często piszę o uzdrowieniu. Teraz wyjaśnię trochę o jakie rzeczy chodzi. Mamy tendencję, że najpierw rozumiemy coś przez pryzmat swoich doświadczeń, dopiero później zgłębiamy temat, więc żeby nie kierować się instynktownie do przeciętnych przekonań np. z telewizji porozmawiamy o tym:

Czym jest uzdrowienie?

Mówi się, że szaman najpierw dokonuje swojego uzdrowienia zanim pójdzie służyć innym, podobnie jest w niektórych innych nurtach, kiedy to czyści i nieskazitelni idziemy do tych, którzy nas potrzebują. Przecież nie chcemy zanieś im śmieci razem z posługą.

I tak faktycznie jest. Dobrze jest być „umytym, oczyszczonym” żeby wyjść do kogoś, do jakiejś istoty i nie zrzucić na nią kurzu, błota, energii kiedy się witamy, przytulamy, czy jesteśmy dla kogoś terapeutą.

Ale czym właściwie jest uzdrowienie?

Mylnie przypisujemy ten termin, ograniczamy się do ciała fizycznego. Wiadomo, że ono jest nam bliskie, gdy jest skażone boli i nie chcemy tego. Jednak:

TERMIN UZDROWIENIA JEST DUŻO SZERSZY NIŻ ZRÓWNOWAŻENIE CIAŁA FIZYCZNEGO DO JEGO HARMONIJNEJ POSTACI.

Uzdrowienie najbardziej odnosi się do aspektu duszy. Dzieje się tak ponieważ to ona jest matrycą dla manifestacji ciała fizycznego. Jeśli uzdrowimy samo ciało fizyczne, efekt ten nigdy nie będzie trwały. Owszem zdarza się, że przetrwa jedno życie, ale tylko dzięki zgromadzonym zasługom. W kolejnym życiu posypie się jak domek z kart. Większość ludzi nie ma tylu zasług (tyle dobrej karmy) aby podtrzymać na długo efekt zmiany tylko w ciele fizycznym.

Kiedy jednak uzdrawiamy duszę, ona prezentuje potem zdrowe ciało. Jeśli nawet w ciele wystąpi jakaś wada, dla człowieka nie stanowi to problemu. Znam taką osobę – jest moim sąsiadem – która od urodzenia jest niepełnosprawna i szczerze mówiąc denerwuje ją kiedy ktoś jej żałuje, bo nie czuje się ułomna. Jest szczęśliwa, sprawna inaczej i zadowolona z życia.

Inną historią jest, kiedy ciało zachoruje i nie zdrowieje. Jeśli uzdrowimy duszę nie będziemy dłużej cierpieli z powodu tej choroby czy schorzenia, mimo, że ciało będzie ją nosiło. Dzieje się tak ponieważ uzdrowiona dusza jest dobrze połączona ze Źródłem. Dysfunkcyjne ciało może trwać z różnych powodów np. duszy tej jest potrzebne przypominanie, że inni cierpią i motyw jak to się odczuwa, aby nie zapomniała, nie zboczyła z drogi prawości, z drogi miłości. Będąc zdrowym na ciele łatwo jest ignorować słabszych, bo czujemy się dużo mocniejsi i niezależni. Czasem dusza chce, aby w ciele trwało przypomnienie, że każdy z nas jest na ciele kruchy, wrażliwy jest też boski i należy się szacunek każdemu bez względu na jego pochodzenie, wygląd, stan zdrowia, zdolności. W obliczu Źródła wszyscy jesteśmy równi. Dla dusz, które łatwo to zapominają lub nie są gotowe do pamiętania o tym może być zachowana choroba ciała, mimo uzdrowienia duszy. Ale ma to konkretny cel i nie jest cierpieniem w takim samym wydaniu jak w przypadku, gdy dusza uzdrowiona nie jest. Cierpienie w tym ostatnim jest znacząco większe. To był przykład pewnie są też inne możliwości dlaczego ciało całkiem nie zdrowieje mimo uzdrowienia duszy.

Zatem to czym zajmuje się uzdrowiciel, szaman i pewnie wiele innych postaw, których może nie umiem tu nazwać to uzdrowienie przede wszystkim na poziomie duszy. Z tego może wypływać dla osoby zdrowe ciało, ale wcale nie musi.

Zagadnienie na inne opracowanie to jeszcze to, że kiedy dusza nie zostanie za życia uzdrowiona, po śmierci ma inną drogę niż te, które uzdrowienia doznały. Te ostatnie mogą cieszyć się miłością, pięknem, dobrem, natomiast nieuzdrowione mają w przerwach między wcieleniami czas na refleksje i wtedy mogą się uzdrawiać. Jednak ta droga w porównaniu do uzdrawiania ziemskiego jest dużo trudniejsza, naprawdę dużo. Zwykle delikwent znowu nie radzi sobie z takimi wyzwaniami, bo przecież w łatwiejszych warunkach życia fizycznego nie poradził i zmęczony ogromnie w zaświatach ucieka z tego do kolejnego wcielenia z potężnym bagażem, które przejawi się jako cierpienie i trudności. Dziwi się dlaczego tak mu się dzieje, dlatego opowiadam Wam o tym, byście wiedzieli, byście zawczasu mogli reagować, teraz kiedy jest na to czas.

TAK WIĘC UZDROWIENIE TU I TERAZ TO WIELKIE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO.

Terapeuta nie zrobi tego za Was, ale jest on po to, by towarzyszyć w tej mozolnej pracy, być przewodnikiem, ochraniać, otwierać przestrzeń do zmian.

Tak to właśnie jest.

Mówię to z wiedzy nabytej na profesjonalnych szkoleniach, z mądrości literatury, ale także z własnych doświadczeń podróży poza ciało i łączności z boskością, po prostu z moich doznań, praktyk i nauk pozazmysłowych, które zresztą przychodziły spontanicznie, bez zapowiedzi i sztucznego wywoływania ich. Kiedy mamy gotowość nauki same się przed nami otwierają, zapraszają nas.

Tak to właśnie jest.

Namaste
Aho
Moc miłości dla Was.
Monika Grzegorczyk

Sztuka demaskowania samego siebie

różowa peonia


Napotkałam ostatnio taką sytuację, kiedy osoba będąca na ścieżce pracy nad sobą śmiało mówi o sobie, że nie ma już swoich „demonów”, że na nic nie choruje, nie podlega już prawu karmy, ma się bardzo dobrze i czuje, że nie ma już nic do przepracowania.

Nie jest moim zadaniem ocenianie tego, ale chciałabym zwrócić uwagę na pewne aspekty takich wypowiedzi i takiego poczucia w sobie:

 

 

 

->   Prawdziwy swój stan poznasz po owocach swoich działań
->   Ten kto osiągnął szczyt nie ma ochoty ogłaszać światu co osiągnął
->   Na wyżynach występuje niechęć do większej werbalizacji
->   Skromność i pokora idą w parze z wewnętrzna ciszą i jest to dla tej osoby zwyczajne – nie nadzwyczajne
->   Nie ma skłonności do pouczania innych jak należy postępować
->   Materializm, posiadanie po prostu jest, ale nie ma już znaczenia na jakim funkcjonuje poziomie
->   Aktywne zdolności, talenty są na tym etapie normalną częścią osobowości, bez uwypuklania ich mocy.

I teraz kiedy przyjrzymy się tym aspektom w nas, możemy stwierdzić, że tak – posiadamy je – i znowu nic się z nami z tego powodu nie dzieje. Nie przeżywamy tego jakoś szczególnie, nie wzbudza to w nas euforii, ani innych ekstatycznych, czy nadzwyczajnych emocji. Również nie emocjonuje nas klęska, czy braki u innych. Nie jest to dla nas szczególnie druzgocące. Po prostu jest.
Można powiedzieć, ten, który zaczyna bardzo cieszyć się ze swoich osiągnięć, kto hołubi siebie za to, tak naprawdę ma jeszcze sporo do zrobienia. Bo wtedy jeszcze mocno karmi swoje ego.

To chciałabym wyszczególnić. Możemy obserwować, czy nie wpadamy w taką pułapkę – oszukiwania samego siebie. Możemy wówczas siebie zdemaskować.

Mając wiedzę o tym, jak przejawia się wkraczanie na wyższy poziom świadomości, możemy przecież świadomie nie chwalić się tym faktem, możemy trzymać kontrolę, by nie być zbyt materialistycznym, by nie mówić tyle o tym do czego udało nam się dojść. Możemy także być skromni i wykazać wszystkie inne cechy, które uczynią nas „tym właściwym”, tym oświeconym, tym uduchowionym. Niestety to wciąż jest karmienie swojego ego.
Na dodatek wpadamy w strefę nieświadomego wypierania, a to jest jeszcze gorsze niż wypieranie świadome. W takim etapie może nam się wydawać, że naprawdę już dużo osiągnęliśmy i dlaczego inni się czepiają, albo sprawy czasem nie idą tak jak powinny.

W szamanizmie to, co właściwe jest nazywane byciem w Ayni, byciem we właściwej relacji ze wszystkim. Prawo Ayni stwierdza, że wszystko na świecie jest połączone i jest jedyną zasadą, która rządzi codziennym życiem. Właściwa, czysta relacja daje właściwy efekt – zrównoważone życie. Jeśli nie jesteś w tej dobrej, prawdziwej i szczerej relacji ze wszystkim, bakterie cię zaatakują (zachorujesz), pies cię napadnie i ugryzie, ludzie będą do ciebie w opozycji, albo nie znajdziesz z nimi porozumienia. Możesz sądzić, że z nimi coś jest nie tak. Z nimi może coś być nie tak, ale kiedy będzie cię to poruszało, to ty też masz wiele do zrobienia.

W naszym zachodnim świecie funkcjonuje prawo „nawracania”. Wiecie jakie to jest prawo i co za nim stoi. Przez wieki wykorzystywane w „dobrej wierze” jednak nie sprawdziło się, nie ustały wojny, cierpienia, nie wróciła dzięki temu równowaga. Innym przejawem tego jest: kto jest zrównoważony a żyje w toksycznym środowisku, jest uznawany za najbardziej skonfliktowaną osobę, bo ustanawia zdrowe granice.
I tu jest haczyk. Kiedy jesteś w Ayni granice ustanawiają się same, nie musisz nadmiernie ingerować, a może nawet wcale ( z wyjątkami, kiedy to nawet szamani musieli stawać do walki). Jednak będąc w Ayni, we właściwej relacji ze wszystkim, twoja postawa nie jest emocjonalna, przywraca harmonię i nie powoduje tworzenia dla ciebie karmy. Kiedy żyjesz w ten sposób, równowaga życia nie zostaje zachwiana. Można powiedzieć jest to ekosystem samoregulujący się i tylko o równowagę całości tu chodzi, nie o osiąganie czegoś innego.

Tak więc, możesz przyjrzeć się sobie i sprawdzić, czy np. nie funkcjonujesz w „prawie” fałszywej skromności, albo „wznoszącej” dumy.
Zdemaskowanie tych mechanizmów uleczy cię z wielu ran. Sprawi, że w końcu staniesz się nieskazitelny i zharmonizowany. Będą to czuli wszyscy wrażliwi wokół.
Czego ci z serca życzę.

Moc miłości
Monika Grzegorczyk

Coś o zwierzętach, naszych milusińskich

kotek Misio

Nasze domowe zwierzęta coraz częściej są traktowane jak członkowie naszej rodziny. Szanujemy je i otaczamy opieką. Zauważyłam jednak, że nie zdajemy sobie sprawy jak tak naprawdę nasze zwierzęta na nas reagują.

Z racji wykonywania telepatycznej komunikacji ze zwierzętami przyglądam się różnym zjawiskom dokładniej. Najpierw uwagę zwrócili mi weterynarze, że zwierzęta, które ze mną przychodzą często są jakieś bardziej dostępne niż inne. Szybko reagowały na uspokojenie się i wykazywały duże zaufanie do tego, co z nimi chcę zrobić.

Przykładem mogą być koty, które czasami na początku pobytu w domu były trochę dzikie. W krótkim czasie przestają być przestraszone, dają sobie podać lekarstwo lub jakiś specyfik prozdrowotny, nie uciekają, nie chowają się, raczej odwrotnie chodzą za człowiekiem jak pies.

Skąd takie poczucie bezpieczeństwa i ufność?
Z moich obserwacji wynika, że zwierzęta reagują na bardzo wiele emocji, uczuć, słów i czynów zarówno kierowanych do nich, jak i pozostałych bodźców.

Chcę dosłownie powiedzieć, że mówię do moich zwierząt z czułością, daję im powąchać potrawy, jeśli są ciekawe. Nie przeganiam ich, gdy są bardzo zainteresowane, by popatrzeć z jakieś półki na mieszkanie, czy na nas. Wołam je po powrocie do domu, witam każdego po imieniu, tak jak ludzi w domu. Pytam jak spędzili czas i jak się czują. Oczywiście odpowiedzi mogę dostać dopiero w komunikacji pozazmysłowej, ale widzę i wiem, że one mnie słyszą i rozumieją więcej niż zwykle ludzie o nich sądzą.

Wiem z komunikacji, że są niezwykle bystrymi obserwatorami i wspominają, kiedy doświadczają braku uwagi, braku ciepła, stresu, ale też dobra, miłości i opieki.

To, że zwierzęta nie mówią naszym językiem nie oznacza, że są obojętne i są „tylko” zwierzętami, czymś niższym od nas. Nic bardziej mylnego, są naszymi przyjaciółmi, oddanymi kompanami, wiele razy strażnikami, opiekunami. Zobaczylibyśmy to wszystko, gdybyśmy mogli odbierać lepiej energię subtelną. Zawsze można to ćwiczyć.

Apeluję więc: witaj się ze swoim pupilem, pytaj go czego potrzebuje (moje po takim pytaniu prowadzą mnie np. do balkonu żeby otworzyć drzwi do wyjścia, albo prowadzą na kanapę do głaskania), pytaj co chcą jeść i również bacznie obserwuj, odczuwaj. To wszystko wiele ci powie.
Po tym zwierzę robi się łagodne, jest szczęśliwe, można łatwiej obejrzeć zęby, daje sobie obcinać pazury, pielęgnacja jest o wiele mniej stresująca. Nie piszę, że całkiem się to zmienia, ponieważ zwierzę jest zwierzęciem, ma inne podejście niż ludzkie, nie ma oczekiwań, nie trzyma pretensji, jest nieustannie otwarte. Przyjmuje to co przychodzi bez analizowania jak u człowieka, ale cierpienie lub radość z tego jest jeszcze bardziej żywe niż u ludzi. Miejmy to na uwadze i kochajmy bezwarunkowo zamiast miętosić jak maskotkę.

Na zdjęciach moje dwa ukochane koty, leniwe i bezpieczne
Z miłością
Monika Grzegorczyk

Czy odpuszczenie to brak nadziei ?

Autorka serwisu z rodziną na kajaku

Żyjemy w czasie, kiedy tempo przemian jest bardzo szybkie. Możemy to wykorzystać i w nurcie fali transformacji w krótkim czasie wyjść z iluzji/matrixa do Prawdy Rzeczywistości, do stanu Miłości. Potrzebujemy jednak sporo wiedzy, aby umieć to podejść. Dostępnych jest mnóstwo informacji na ten temat, lecz ważne, by odsiewać przekaz fałszywy. Polegając na swojej intuicji (jeśli wiesz, że działa Ci dobrze), ufając sobie i wnętrzu, najszybciej dojdziesz do właściwej Wiedzy. W Twoim wnętrzu mówią Mistrzowie Światła (głos Źródła), ale usłyszysz ich przekaz dobrze tylko wtedy, gdy odrzucisz ego i zaczniesz kierować się w życiu miłością i wdzięcznością. W innym przypadku ego-umysł kieruje Cię na fałszywe tory, choć mogą one przypominać Prawdziwą Wiedzę.

Tak przygotowani, z nabytą Wiedzą lub otwarci na słuchanie z Ducha śmiało przemierzajmy przestrzenie transformując najmniejszy atom do stanu Miłości.
Oto jak w skrócie wygląda objaśnienie obierania właściwej Drogi do Domu. W praktyce natomiast, ścieżka ta obfituje w różne zjawiska i choć finalnie dojdziemy do Czystej Miłości, teraz po drodze mamy przed sobą sporo śmieci (mentalnych, emocjonalnych, innych energetycznych), które zgromadziliśmy przez całe wieki człowieczeństwa i uporanie się z nimi stanowi właśnie nie lada wyzwanie.

Mówi się, że żyjemy w czasie, kiedy Karma wraca tak szybko, że ciągle mamy sprzątanie i jakby nie było temu końca. Karma, czyli to, co do nas wraca z powodu naszych działań. Jest to skutek naszych wyborów i zachowań, który spada na nas jak lawina, ponieważ energia planety pracuje na wyższej wibracji niż dotychczas, nie pozwala już utrzymywać niskowibracyjnych stanów i owych śmieci, pomaga nam je posprzątać-przetransformować. O ile rozumiemy, że taki proces ma miejsce, jest nam trochę lżej. Podchodzimy do naszego „sprzątania” świadomie i z cierpliwością, wytrwałością oraz spokojem. Uczciwie i rzetelnie przechodzimy wszystkie etapy nauki i przemiany.

W tym artykule nie napiszę jakie szczegóły pojawiają się na drodze odkrywania i zmian, ogółem jest ich bardzo dużo, tyle ile mamy wyborów w każdym miesiącu, tygodniu, dniu i godzinie naszego życia. Stąd proces przebiega – szybciej niż w dawnych latach, ale i tak – przez pewien określony ziemski czas, dla każdej osoby inny, w zależności od Boskiej Łaski jaka na nas spływa oraz uważności, nieoczekiwania rezultatu i świadomości danej osoby.

Kiedy błądzimy w gąszczu naszych starych przekonań i zachowań, czujemy się trochę jak zagubiony w wielkiej dżungli zdarzeń. Po staremu problemy, niejasności chcemy rozwiązywać umysłem, główkując co zrobić. Ten model coraz mniej się sprawdza. Nie chodzi o to, aby przestać logicznie myśleć, ale najważniejsze w tym wszystkim jest poddanie się Prawdzie Serca i oddanie Jej w prowadzenie. Kiedy analizy z umysłu stopniowo będziemy zastępowali odczuwaniem serca, zaczniemy kierować się zaufaniem i intuicją.
Serce jest takim miejscem w nas, gdzie energia jest tak świadoma, że bez udziału umysłu potrafi prowadzić przez życie najlepiej. Człowiek wracając ciągle do koncepcji umysłu bardzo przeszkadza, by mogła zadziałać w nas Boska Łaska. To właśnie odpuszczenie nacisków, lęków, przekonań z umysłu otwiera człowieka na to, co jest dalej.

Wiele osób dzisiaj cierpi na depresję i inne schorzenia. Jest to wynikiem trzymania się kurczowo starego systemu przekonań i działania. Oczywiście nie jest łatwe zostawienie tego wyuczonego systemu i otworzenie się na Drogę Miłości, ale dla każdej osoby jest możliwe. To pociecha dla nas wszystkich. Źródło Miłości nigdy nas nie opuszcza, ponieważ jesteśmy Jego częścią. To tak jakby powiedzieć, że kwiat na drzewie nie jest drzewem. W pewnym sensie jest kwiatem( czymś pozornie oddzielnym), ale pochodzi od drzewa i zawsze pozostanie jego częścią. Tak my – ludzie – na pewnym etapie pojmowania świata sądzimy, że jesteśmy czymś oddzielnym od Źródła i właśnie z powodu tej iluzji chorujemy, cierpimy. Prawda jest inna. Nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy czymś oddzielnym od Źródła, bo jest to niemożliwe. Możemy doświadczać jedynie zaciemnienia umysłu w tej sprawie i nie dostrzegać Prawdy. Boli takie życie okrutnie, nieraz nazywane jest piekłem na ziemi. Szczęściem w tym jest to, że sami wybieramy takie życie i doświadczenia i to nas wzbogaca, ale sami też możemy przerwać ciąg cierpienia i otworzyć się z powrotem na Czystą Miłość. Możemy tę zmianę podejścia teraz ponownie wybrać.
Przeszkodą do nowego wyboru jest często brak zaufania do tego nowego. Lęki grają pierwsze skrzypce i skutecznie utrzymują umysł na starych torach. W cierpieniu ludzkość widzi utratę nadziei na lepsze.

Tymczasem jest zupełnie odwrotnie.

Cierpienie jest dla nas alarmem nadziei, że trzeba się rozejrzeć i cos zmienić, stare odpuścić.
Odpuszczenie walki z chorobą, walki w relacjach, walki o status społeczny, zawodowy i majątkowy nie jest beznadzieją, choć wielu się tym właśnie wydaje. Odpuszczają tylko dlatego, że nie widzą na horyzoncie żadnego rozwiązania, nie dlatego, że widzą nieskuteczność i nieprzydatność starych nawyków i przekonań.

To jest ta subtelna różnica. Odpuszczenie tak naprawdę jest zwrotem. Otwiera nas na nowe i wreszcie Łaska Miłości rozpuszcza nasze cierpienie. Ale jeśli wiele odpuszczamy a pogrążamy się dalej w przekonaniu, że nasze odpuszczenie jest na nic, tak naprawdę nie robimy odpuszczenia do końca i pustka samotności wypełnia nasze serce. Wówczas Łaska Miłości nie może w pełni działać. Dlatego cierpienie nie ustaje, lecz w każdej chwili może ustać, gdy tylko nasze serce wypełni wdzięczność, że Życie Łaską na nas czeka.

Wiemy od jakiegoś czasu, że aby przejść dalej, wznieś się, wrócić do Domu, połączyć się świadomie ze Źródłem potrzebne jest nam odpuszczenie. To odpuszczenie wewnątrz nas, kiedy przestajemy usilnie do czegoś dążyć, naciskać, napierać, zabiegać. Kiedy odpuszczamy możemy oddać się Źródłu w prowadzenie.. Jednak wiele osób myli odpuszczenie z brakiem nadziei. Nie jest to to samo.

Z miłością dla Was
Monika Grzegorczyk

Zapiski z przemyśleń – dlaczego nie zdrowieję?

kwiaty nad rzeką

Zapiski z przemyśleń

Zgłaszają się do mnie czasami ludzie, którzy niejednokrotnie narzekają, że tyle już przeszli sesji u kogoś, tyle metod zastosowali i nic im nie pomogło. Mówią, że przestają powoli wierzyć w uzdrowienie, a z drugiej strony ból ciała bywa coraz mocniejszy i nie pozwala odpuścić tematów.

Chcę tu parę rzeczy krótko wyjaśnić: osoby długo na coś chorujące, ze schorzeniami przewlekłymi są trochę jak wiaderka pełne śmieci. Wszystko to brzydko pachnie, gnije, psuje się dalej odbierając moc coraz to kolejnym narządom ciała i jego układom, psychice, umysłowi i także duszy. Jest to oczywiście nadal tylko bardzo silna iluzja, bo wciąż jesteśmy duchowymi, doskonałymi, boskimi istotami, które w jednej chwili mogą wyswobodzić swoje ciała z tej iluzji chorób. Niestety mało kto o tym pamięta, a niektórzy nie wiedzą nawet, że można. Ale do rzeczy.

Tak więc kiedy wyobrazisz sobie chory człowieku, że jesteś jak wiaderko pełne śmieci, dalej wyobraź sobie, że każda sesja, czy nieduże działanie na rzecz uzdrowienia jest jak wyjęcie z tego pełnego wiadra 5-10 lub 15% śmieci. Tak. Tyle zazwyczaj można usunąć, zneutralizować za jednym razem. Dzieje się tak głównie dlatego, że nie jesteśmy wciąż należycie otwarci na przyjęcie cudu całkowitego uzdrowienia, nie jesteśmy gotowi, aby to zrobić za jednym razem. Przeszkadzają w tym nasze przekonania, przywiązania do spraw, ludzi, przyzwyczajeń. Dlatego na jednym spotkaniu najczęściej schodzi tylko mała cząstka iluzji. Ile więc sesji potrzeba żeby zeszło całe 100% zabrudzeń, 100% fałszu w jaki wierzymy? Ano potrzeba ich sporo. Do tego dodajcie proszę proces przywracania iluzji (czytaj choroby) przykładowo od 2 do 10%. Czyli oczyszczasz 10%, ale na drugi dzień przez swój brak świadomości przywracasz sobie z powrotem np.5%. Takim sposobem poruszasz się w stronę uzdrowienia  jeszcze wolniej. Ale tak w praktyce często to wygląda. Stąd pozornie wydaje się, że nie zdrowiejemy. Dlatego pełne uzdrowienie czasami zajmuje miesiące, a nawet lata. Robimy dwa, trzy kroki do przodu i ciągle jeden do tyłu, a czasem nawet dwa.

Sami widzicie, nie jest prawdą, że cudów nie ma, że nikt i nic nie pomaga, to my sami siebie ograniczamy i wątpimy. Ale nie musi tak być.

Pomyśl, że potrzeba cierpliwości w oczyszczeniu wielu spraw, w zmianie paradygmatów na temat życia i prawdy o nim. Daj sobie ten czas i rób coś, co wyzwala ciebie z iluzji i złudzeń.

Każdy terapeuta, uzdrowiciel, zielarz, czy inny rodzaj pomocnika, jeśli działa w dobrej wierze pomaga ci zostawić twój balast i odciążyć się, ale proces ten przebiega stopniowo. Niezwykle rzadko trafiają się przypadki dużej gotowości, gdy w jednej sesji puszcza komuś 50% lub więcej iluzji (choroby), ale są takie przypadki. Tak więc nie dziw się, że śmierdzące wiadro pełne odpadów po usunięciu z niego 15 czy nawet 30% śmieci nadal śmierdzi, a ciało boli. Wykonałeś dopiero część pracy i jeszcze nie zamanifestował się efekt zdrowia i witalności, ale to przyjdzie, jeśli wytrwasz w swej drodze zmian.

Nie narzekaj, że do tej pory nikt ci nie pomógł, za to błogosław tych, którzy stanęli na twojej drodze do tej pory i zrobili co mogli, by cię wesprzeć. Wdzięczność zawsze przyspiesza zrzucanie iluzji (choroby) – pamiętaj o tym.

Liczę, że choć trochę rozjaśnił się temat procesu zdrowienia. Bądź wdzięczny za wszystko, bo Boskość ciągle w tobie mieszka i czeka tylko na sposobność aby w pełni cię uwolnić z obciążeń.

Zapraszam cię także na sesje do mnie, lecz już ze zrozumieniem, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas.

Namaste (Boskość we mnie kłania się Boskości w tobie).

Monika

Pytania o koniec zmagań

malowane na ceramice-abstrakcja

WAŻNE PYTANIA

1. Wznoszenie naszych energii – jak długo będzie trwał ten proces ?
2. Czy transformacje naszego ciała kiedyś się skończą ?
3. Czy nasze starania dążą tu na Ziemi do jakiegoś zakończenia?

 

Odp.1 Wznoszenie to proces poszerzania świadomości. Wraz z tym zmienia się wszystko. To nasza świadomość decyduje na ile aktualnie jesteśmy w stanie być w Boskiej Naturze Źródła. Im bardziej możemy w Niej być, bardziej się z Nią jednoczymy, tym mocniej, głębiej czujemy się częścią Źródła i dysponujemy Jego/Jej atrybutami. „Jego/Jej” określa tylko stan oceniany u nas jako oddzielenie. Gdyż nie ma nas i Jego/Jej/Źródła. Jest tylko Ono, które jest nami i wszystkim innym.
Tu na Ziemi dla ludzi fizycznych proces wznoszenia ma pewne ograniczenia uwarunkowane byciem w ciele fizycznym. Sam proces wznoszenia nie kończy się na życiu ziemskim, trwa dalej. Zatem całe tutejsze życie możemy podnosić świadomość, wznosić naszą energię na wyższy poziom wibracyjny i zmieni to nasz cały pogląd na życie oraz samo życie, ale śmierć ziemskiego ciała nie kończy procesu wznoszenia. Ciało fizyczne bardzo pomaga przejść proces wznoszenia szybciej i sprawniej, dlatego dobrze jest wykorzystać to życie optymalnie, jak tylko możemy, by nasza świadomość się poszerzyła jak najwięcej.

Odp.2 Wraz z podnoszeniem świadomości zmianie ulega także nasze ciało fizyczne. Aktualnie zbudowane jest w dużej mierze z pierwiastka węgla a transformuje się do formy krystalicznej. Potocznie mówi się, że gęste ciało przekształca się w rzadsze, czyli bardziej subtelne. Aktualnie również prawie wszyscy mają układ 7 czakr wzdłuż kręgosłupa, transformacja je likwiduje pozostawiając czakrę serca i korony. Zmienia to całkowicie funkcjonowanie ciała fizycznego. Nasze ciało podlega przemianom w ramach całego życia ziemskiego, bo tutaj jest ono naszym „ubraniem, transportem, narzędziem manifestacji” dla duszy. W tym życiu możemy dojść do przekształcenia ciała w bardzo subtelne, ale zależy to od danego człowieka, jak dalece podniesie on swoją świadomość i – co za tym idzie – na ile zaktywuje w sobie możliwość transformacji ciała do najwyższego możliwego na ziemi potencjału. Tu na Ziemi jest pewne ograniczenie co do transformacji, jednak dla nas w obecnym stanie formy 3D, czy nawet dla niektórych 5D jest to wciąż możliwość ogromnej przemiany w wyższe stany, nieosiągalnej z łatwością. Kiedy ktoś dojdzie do kresu przemian ciała ziemskiego, dalsze przemiany nie rzutują na samo życie ziemskie, gdyż ono jest uwarunkowane do fizyczności. To co jest dalej wykracza poza ramy bycia fizycznym na Ziemi.

Odp.3  Bycie na ścieżce duchowej ma dla nas tu na Ziemi zakończenie. Dzieje się tak, ponieważ  życie ziemskie mieści się w granicach fizyczności. Kiedy przekraczamy fizyczność nadal będąc na Ziemi, otwiera się dla nas ścieżka także poza nią. Nasze starania polegające na coraz większej otwartości i praktyce: obecności w Prawdzie oraz  podnoszeniu świadomości, prowadzą nieustannie do głębszego połączenia ze Źródłem – samym Stwórcą. Coraz bardziej czujemy się z tą Miłością zjednoczeni. Jednak będąc w ciele fizycznym mamy pewne ograniczenia i to nie pozwala na całkowite Zjednoczenie.

Dopiero, gdy wykraczamy poza cielesność, poza umysł, poza iluzję oddzielenia od Źródła dochodzimy do „Wyzwolenia”- Wolności wewnątrz nas samych, naszej Jaźni, bez względu na okoliczności. Zwykle możemy doświadczać tego, lecz stan ten nie jest dla nas trwały, nie możemy go utrzymać dopóki prawdziwie i w pełni nie podniesiemy świadomości na odpowiedni  poziom. Ten opis jest dość techniczny, jednak wszystkie te rzeczy czuje się w sobie jako zupełna przemiana wnętrza, psychiki, zdrowia, ducha. Finałem w tym życiu może być dla każdej istoty coś trochę innego. Dla jednej będzie to lepsze, radośniejsze życie, dla innej zdrowie i dłuższe życie, i dalej oświecenie w różnych jego fazach i poziomach. Pojmowanie życia ziemskiego w każdej z tych wersji jest inne, ale ciągle pełniejsze i bliższe Miłości w każdym aspekcie życia.

Z miłością dla Was

Monika Grzegorczyk

Historia małego kotka

rysunek kotka

Historia małego kotka

W te wakacje podróżując autem spotaliśmy wiele ciekawych rzeczy. Jeździmy często polnymi drogami, widujemy dzikie zwierzęta, dziewiczą roślinność i tereny ogólnie mało uczęszczane przez ludzi. Pośród tego piękna i cudu życia są jednak drogi trochę większego ruchu cywilizacyjnego i o tym teraz.

W te wakacje uświadomiłam sobie jeszcze bardziej jak drobne poczynania mogą mieć znaczenie. Spotykaliśmy sporo potrąconych przez auta zwierząt i zatrzymywaliśmy się, by zdjąć je z drogi, by ich ciała nie były dalej rozjeżdżane. Przy każdej istocie chwila ciszy i sprawdzenie, czy dusza nie woła, nie czeka akurat na moje działania.

Jechaliśmy akurat przez jakąś wieś, padał ulewny deszcz, pojedyncze auta na wąskiej asfaltówce..

Każde robi dziwny manewr na zakręcie. Dojeżdżamy tam my, a tu na środku leży mały kotek. Jest w kałuży krwi.. Szybko zjeżdżamy na bok, bierzemy papier kuchenny żeby go przesunąć, nikt się nie spodziewa, że maluch przeżył..

Patrzę jednak, a kotek oddycha, łapie powietrze przez zakrwawione nozdża. Deszcz dalej leje. Ściągam go delikatnie na pobocze, wycieram, kicha i żyje. Nie mogę go tu zostawić, w zimnie pewnie nie wydobrzeje..

Biegnę do najbliższego domu, pukam, nikt nie otwiera, biegnę dalej.. Jakiś pan otwiera drzwi i zaskoczony patrzy jak zmoknięta próbuję tłumaczyć, że jest kot.. Trochę nie chce uwierzyć, ale proszę, by poszedł ze mną na drugą ulicę i pomógł.. Wychodzi razem z żoną.

Idziemy po kotka. Szybko i delikatnie przenoszę go na rękach pod ich dom, zaraz organizują miskę z letnią wodą, czyste pudełko z miękkimi szmatkami. Obmywamy kotka z krwi. Kicha teraz jak szalony. Och, to znak, że ma jeszcze trochę sił, może nie jest za późno.

Ludzie trochę bezradnie czekają, szybko tłumaczę, że kotka dobrze jest zanieść do spokojnego i ciepłego miejsca, obserwować, napoić strzykawką jeśli pozwoli, dać mu się wyspać.. o weterynarza tylko spytałam, ale była sobota wieczór, a tam podobno jest dopiero w drugiej, sąsiedniej wsi i w poniedziałek.

Nie pozostało wiele tego, co mogliśmy na miejscu zrobić. Małżeństwo wzięło kotka z obietnicą opieki, a my z nadzieją, że może kotek przeżyje pojechaliśmy dalej.

I to wcale nie jest koniec tej historii..

Całą drogę kotek łączył się energetycznie, na kwaterze spędziliśmy z nim duchowo cały wieczór.

Jakie było moje zaskoczenie, gdy z ciała małego kitka wyłoniła się dusza całkiem dojrzała, identyfikująca się jako istota płci męskiej. Poczucie jakbym rozmawiała z jakimś dorosłym mężczyzną, głos męski, choć ciała nie widać. Istota była bardzo spokojna jak na szok i to, co całkiem niedawno przeszła. Wiedziałam, że wyszła z ciała, a ona sama poprosiła byśmy energetyzowali jej kocie ciało, bo chciałby do niego wrócić. Powiedziała, że obecnie jest ono w takim stanie, że nie może w nim być, ale jest też możliwość, że się ono zregeneruje. Cały wieczór podtrzymywaliśmy światło, by wzmacniało i odnawiało.

Istota nie panikowała, spokojnie, bez żalu, czy innych emocji czekała, czy jej „domek” będzie gotów. W międzyczasie pokazało mi się też auto, które potrąciło.. jasne, duże, kierowca na zakręcie nie zauważył, że wyleciał mały kotek. Niestety nie zatrzymał się, by udzielić pomocy.

Tak mijał cały wieczór. Dostojna cisza i bycie razem w duchu. Bliżej godziny 24 kontakt ucichł. Kotek zasnął. Ciało zasnęło, dusza swobodnie czekała obok. Dusza nie śpi 🙂 Kolejnego dnia dusza już się nie łączyła. Nie wiemy, czy wróciła do swojego futrzastego stanu, czy może poszła bez niego dalej.

MG

Rysunki Aury-karty podarunkowe

karta podarunkowa

Rysunki Aury-wyjątkowe obrazy, portrety biopola i niesamowite narzędzie do intuicyjnego diagnozowania  stanu organizmu, psychiki, ducha. Te piękne przekazy płyną prosto do Ciebie, jeśli zamówisz rysunek z interpretacją, czyli z analizą dla Ciebie. Poznanie siebie to pierwszy krok, by wyruszyć dalej do zmian postrzegania życia i odkrywania nowego siebie. Zamówienia: tel. 508-566-867 lub mailowo: kontakt@galaktycznaprzystan.pl

Zapraszam serdecznie!

Aktualnie do wyczerpania zapasu można nabyć zniżkową Kartę Podarunkową na wykonanie Rysunku z interpretacją w prezencie dla kogoś. Karty -wykonanie usługi- są ważne 2 m-cy od wystawienia (wpis daty na karcie). Karty są wysyłane mailowo do odbiorcy prezentu. Info o kosztach znajdziesz w zakładce: „Warunki do działań”.

 

Zapraszam, piękny upominek mikołajkowy, świąteczny, urodzinowy itp.

1 2 3 8